Zgłębiając marzenia

Uwielbiam morze, odkąd sięgam pamięcią. Ten szum fal, bezkresny horyzont, niezbadane głębiny. No i uczucie, kiedy fale obmywają mi stopy: lekki, rześki chłód, puszysta piana i piasek, w którym stopniowo się zapadam. Jednak dzisiaj ciągnie mnie poza horyzont, słyszę wręcz, jak morze mnie woła. Może to wiatr płata figle?

Nie założyłam kostiumu kąpielowego, ale chyba wejdę trochę głębiej, po kolana. Nawet, jeśli trochę zamoczę sukienkę, nie szkodzi. Jest jeszcze ciepło – szybko wyschnie. Powoli wchodzę coraz dalej, woda sięga mi już do pasa. Kiedy to się stało? No nic, skoro weszłam już tak głęboko, nic się nie stanie, jeżeli zanurzę się cała. Kładę się na wodzie i płynę przed siebie. Czuję, jak unoszą mnie fale, obmywają mi ramiona, plecy, głowę. Nie do końca panuję nad ciałem, jestem jak we śnie. Zanurzam się głębiej i głębiej. Wszystko ucichło, słyszę tylko szum mojej krwi i morza. Brzmią tak podobnie… Obok przepływają coraz większe ryby. Niebo nad nami jest już prawie czarne, jakby zbierało się na burzę. Zdaję sobie sprawę, że to już nie jest niebo, zasłoniła je woda. Tyle jej nade mną. Widzę, jak pęcherzyki powietrza powoli dryfują ku górze. Ile już tak płynę? Na jak długo starczy mi tlenu? Już na pewno nie tak długo, żebym wróciła na powierzchnię. I tak nie mam do czego wracać, więc płynę dalej. Nawet nie czuję lęku, tylko przyjemny dotyk wody.

Powoli zaczynam czuć pieczenie w płucach, chyba kończy mi się powietrze. Gdybym tylko mogła zamienić się teraz w rybę, więcej mi nie potrzeba. Nawet, gdyby szybko coś mnie zjadło, choć przez krótką chwilę byłabym naprawdę wolna. Byłabym sobą.

Mam wrażenie, że jestem przyciągana coraz bardziej, wołana coraz głośniej. Zawsze myślałam, ze tonący człowiek zostaje wypchnięty na powierzchnię. Tymczasem już prawie nie ruszam rękami, a wciąż opadam na dno. Czyżbym słyszała muzykę? I widziała światło? Może tak wygląda moje światełko w tunelu… Na filmach każą iść w jego stronę, tam czeka szczęście. Zaczynam więc przyspieszać, mimo, że wymaga to ode mnie coraz większego wysiłku.

Wydaje mi się, że widzę coś ciemnego. Jakby mackę ośmiornicy? Jest trochę za duża, sądzę że ma większy obwód niż moja talia. Dostrzegam kolejne macki… I oko. Jest ogromne, sprawia wrażenie inteligentnego. Podąża za mną, a jedna z macek powoli owija się wokół mojej ręki. Bezwiednie zaczynam ją głaskać, kiedy kątem oka zauważam ruch. Ktoś mi się przygląda. Ktoś z ludzką twarzą. Rozglądam się i dostrzegam kolejne szczegóły: więcej postaci, źródła słabego światła oraz koralowce tak rozrośnięte, że można je pomylić z wieżowcami. Gdzieniegdzie leżą połamane deski, porośnięte przez glony.

Nagle moją uwagę zwraca melodia, której przekaz zaczynam rozumieć – „Nasz strażnik cię polubił”. Czuję, jak twarz zaczyna mnie boleć, kiedy po raz pierwszy od lat rozciąga się w uśmiechu.

Reklamy

4 myśli na temat “Zgłębiając marzenia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.