Ruina

Obudziły ją pierwsze promienie słońca, nieśmiało wpadające przez uchylone żaluzje.  Wstała pełna energii i szybko przygotowała się do wyjścia. Gdyby mama jej nie przypilnowała, wyszłaby bez śniadania – dzień był zbyt piękny, żeby marnować go na tak przyziemne sprawy.

Wybrała dłuższą drogę, prowadzącą skrajem lasu. Uwielbiała spacerować wśród starych sosen, jednak dzisiaj słońce przyjemnie grzało, co będzie zdarzać się już coraz rzadziej. Wróci na leśne ścieżki, kiedy jesień będzie w pełni, a liście dębu sprzed domu pożółkną. Dopóki to nie nastąpi, warto nadłożyć trochę drogi, tym bardziej, że jeszcze nie zaczęły się żniwa i pola wyglądają jak najpiękniejsze, puszyste dywany.

Skręciła w wąską ścieżkę odbijającą w lewo od lasu i spacerowała pomiędzy kłosami żyta. Gładziła je ręką, wyobrażając sobie, że głaszcze grzywę lwa, kiedy kątem oka dostrzegła, że coś porusza się pomiędzy zbożem. Ktoś inny na pewno by się wystraszył, ale nie ona. Serce zabiło jej mocniej, owszem, ale na pewno nie ze strachu. Cichutko podkradła się w  miejsce, które zwróciło jej uwagę, gdy tuż zza pleców usłyszała chichot. Szybko odwróciła się gotowa do walki i zamarła. Stał za nią nieznajomy chłopak.
– Ale masz minę – ledwo powiedział, dusząc się ze śmiechu. – Musiałem cię nieźle wystraszyć.
– Wcale się nie bałam! Trochę mnie zaskoczyłeś, ale nie tak łatwo mnie wystraszyć. Nie kojarzę cię…
– Przyjechałem na wakacje do ciotki. Siedzę tu już prawie miesiąc, ale jak na razie nie poznałem nikogo w naszym wieku. Chcesz zobaczyć coś fajnego?
– A co takiego?
– Chodź, to zobaczysz. Znalazłem to przypadkiem kilka dni temu i jestem pewien, że od dawna nikt tego nie widział. Ale nie chcę psuć ci niespodzianki – zaczął iść przed siebie nie czekając na odpowiedź.

Szybko dołączyła do niego, na wszelki wypadek trzymając się krok z tyłu. Wyglądał sympatycznie i była bardzo ciekawa co odkrył, ale wolała zachować ostrożność. Przez chwilę go obserwowała – był wysoki, szczupły. Ubrany w szarą koszulkę i bojówki szedł pewnym krokiem. Przydługie blond włosy opadały mu na kark.
– Nie musisz się mnie bać, nie zjem cię.
Zawstydzona zrównała się z nim i nieśmiało spojrzała na całkiem miły profil.
– Zastanawiam się tylko, gdzie mnie prowadzisz. Nie mam w zwyczaju się bać – powiedziała trochę ciszej niż zwykle. Jego pewność siebie ją onieśmielała.
– To już się nie zastanawiaj. Trzeba cię czymś zająć, jeszcze zgadniesz co chcę ci pokazać. Opowiedz mi o sobie.

Opowiedziała. O życiu na wsi, o zainteresowaniach i marzeniach. Rozmawiali, jak starzy przyjaciele, którzy dawno się nie widzieli i nadrabiają zaległości. Zaskoczył ją, że mimo wychowania w mieście, tak samo kocha przygody.

Droga była długa, ale czas minął im szybko i nim się spostrzegła, znaleźli się nad rzeką. Znała to miejsce, kiedyś często bawiła się na stercie kamieni nad brzegiem, udając, że to jej zamek.
– Zapraszam, księżniczko – wyrwał ją z zamyślenia, w lekkim ukłonie wskazując na jeden z większych głazów, który przesunął na bok.
Nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Stali na wprost kamiennych schodów prowadzących w gęstą czerń. Tyle lat i nigdy nie znalazła tego wejścia. Teraz już musiała przyznać, że się trochę boi.
– Pójdę przodem, na wypadek, gdybyś straciła równowagę. Schody są strome i śliskie. Dam znać, jak będę na dole.

Wyjął z kieszeni latarkę i zaczął schodzić. Kiedy ją zawołał,  niepewnie ruszyła w kierunku światła. Tunel był wąski, mogła jednocześnie dotknąć przeciwległych ścian. Pod palcami wyczuła warstewkę wilgoci pokrywającą kamienie. W chłodzie jej oddech zamieniał się w parę. Mimo wrodzonej odwagi, nie  mogła pozbyć się uczucia niepokoju, które pogłębiało echo kroków niknące gdzieś w głębi przed nimi.

Po kilku minutach wędrówki dotarli do przestronnej sali o wysokim, łukowatym sklepieniu, z której odchodziły kolejne korytarze. Teraz to ona  trzymała latarkę i starała się wyłonić z cienia jak najwięcej szczegółów. Sala musiała być kiedyś piękna, pod sufitem wisiały ogromne świeczniki, a ze ścian zwieszone były postrzępione zasłony. Po środku ustawione były długie, już zbutwiałe stoły i ławy.
Próbując rozładować napięcie, zażartowała.
– Może powinniśmy rozsypywać za sobą okruszki?

Odpowiedziała jej tylko cisza. Pomimo chłodu, poczuła, jak robi jej się gorąco. Tylko spokojnie. Nie panikuj” – powtarzała w myślach, jednocześnie omiatając światłem latarki wszystkie tunele w poszukiwaniu towarzysza. Uspokoiła oddech, zamknęła oczy i zaczęła analizować sytuację. „Najważniejsze, to oznaczyć, którym tunelem tu weszliśmy, żebym mogła wrócić nawet, jeżeli go nie znajdę.” Oderwała kieszeń z sukienki i przywiązała do strzępków zasłony wiszącej najbliżej wyjścia. Następnie zaczęła okrążać salę, przy każdym tunelu zatrzymując się i nasłuchując. Przy piątym z kolei zwróciła uwagę, że wgłąb ciągnie się czerwona nitka, przywiązana do jednego ze stołów. Odetchnęła z ulgą i ruszyła za nią.

Korytarz zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Odbiegało od niego wiele odnóg, ale znacznik wciąż prowadził ją w prostej linii. Kiedy zaczęła rozważać zawrócenie, światło latarki wyłowiło z ciemności metalową kratę, przez którą przełożona była nitka. Niepewnie popchnęła furtkę i weszła do małego pomieszczenia, będącego ślepym zaułkiem. Po środku leżał kłębek. Zaniepokojona odwróciła się i zobaczyła go, jak zatrzaskuje kratę i zamyka ją na kłódkę.
– To nie jest śmieszne!
– Owszem. Nie miało takie być – odparł.
– Przyznaję, nieźle mnie nastraszyłeś. Teraz wypuść mnie, proszę.
–  Wybacz, księżniczko, ale nie zamierzam. Chociaż zaskoczyłaś mnie, że ktoś nauczył cię słowa „proszę”.

Teraz już poważnie się bała. Co sobie myślała, ledwo poznała tego chłopaka i poszła za nim, nikomu nie mówiąc gdzie. Mama nigdy jej tu nie znajdzie. Na myśl o niej poczuła, jak zaczynają ją piec oczy.
– Nie wiem, czego ode mnie chcesz, ale proszę cię, wypuść mnie. Nie mogę zostawić mojej mamy samej, ma tylko mnie.
– To nawet nie jest twoja mama. Obydwoje twoi rodzice nie żyją. Wytropiłem ich już dawno temu.
– Nic z tego nie rozumiem – poczuła, jak łzy zaczynają ściekać jej po twarzy.
– Myślę, że mogę ofiarować ci wyjaśnienie. Mimo wszystko byłaś dzisiaj całkiem miła, w innych okolicznościach może nawet byśmy się polubili. – Spojrzał w sufit i podjął opowieść:

Wiele lat temu stał tutaj pałac należący do właściciela okolicznych ziem. Okrutnego właściciela, który kazał tytułować się księciem i bardzo dotkliwie karał każdego, kto choć trochę uchybił etykiecie, lub spóźnił się z podatkiem. Łatwo wpadał w gniew i zarzucał ludziom przewinienia, których się nie dopuścili. Pewnego dnia miarka się przebrała i moja wieś podniosła bunt. Zabiliśmy księcia i zburzyliśmy jego pałac. Moi sąsiedzi byli usatysfakcjonowani, jednak wiedziałem, że to za mało. Zacząłem tropić jego rodzinę, żeby wyplenić całe zło. Poprzysiągłem, że nie spocznę, dopóki całkowicie nie usunę jego zepsutej krwi.
– Jesteś ostatnia. Długo zajęło mi znalezienie cię.
Z każdym słowem była coraz bardziej przerażona. Kiedy skończył mówić, zorientowała się, że klęczy, a jej łzy skapują na kamienną posadzkę. Usłyszała, jak ciszę przerywa szept.
– Ale ja nie jestem moimi przodkami… I nawet, jeśli to co mówisz jest prawdą, nie znałam moich rodziców. Nieważne czy mnie urodziła, moja mama czeka w domu. Nie mam ci nic do zaoferowania.
– Jego krew płynie w twoich żyłach! – w to jedno zdanie wsączył cała nienawiść i obrzydzenie.
Stanęła niepewnie na chwiejnych nogach i krok za krokiem podeszła do kraty. Wzięła głęboki oddech, wyprostowała się i spojrzała mu w oczy, jednocześnie wyciągając rękę pomiędzy prętami.
– Rozumiem co doprowadziło cię do takiego postępowania i wybaczam. Rób, co musisz, ale obiecaj mi jedno. Nie pozwól, żeby moja mama została sama. I przekaż jej, jak bardzo ją kocham.

Bezwiednie podał jej dłoń. W pierwszej chwili nie zauważył, że coś się zmienia. Dopiero po chwili poczuł ogromne zmęczenie. Ona za to nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Na jej oczach chłopak zaczął się starzeć. Zgarbił się, jego twarz nabrała zmarszczek, a włosy posiwiały.
– Tyle lat… Byłem pewien, że postępuję jak należy, od dnia wypowiedzenia przysięgi nie musiałem jeść, ani pić. Nie czułem zimna, a po kilku latach zauważyłem, że przestałem się starzeć. Mimo to, teraz opadam z sił, chociaż ty nadal żyjesz – mówiąc to otworzył kłódkę i wypuścił ją – idź dziewczyno. Myślę, że lepiej ode mnie wiesz na czym polega życie. Zasługujesz na nie. Ja już nawet nie pamiętam, jak to jest kochać.
Jego głos przepełniał smutek i ból. Zrobiło jej się go żal, poświęcił całe życie wierząc w słuszność swojego postępowania, a teraz cały jego świat legł w gruzach. Przytuliła go i pozwoliła się wypłakać. Kiedy skończył, poprowadziła go za rękę do wyjścia.

Szedł coraz wolniej, ale cierpliwie mu pomagała. W końcu, kiedy byli tuż przy wyjściu, zatrzymał się.
– Jeszcze jeden stopień. Dasz radę.
– Myślę, że powinnaś iść dalej sama.
– Nie zostawię cię tu.
– Dziękuję. W takim razie poprowadź mnie proszę do rzeki.

Spełniła jego życzenie i kiedy byli przy brzegu odruchowo stanęła tyłem do niego. Po chwili usłyszała plusk, odwróciła się i zobaczyła, ubranie leżące na ziemi. Niedaleko zauważyła pokaźnego karpia, który sprawiał wrażenie, że jej się przygląda. Pomachała mu, a w tym momencie ryba podskoczyła i odpłynęła. Pomyślała, że musiało to być pożegnanie jej nowego przyjacielem i miała nadzieję, że teraz odnajdzie on spokój.

Reklamy

13 myśli na temat “Ruina

  1. Witaj, Pkropko.

    Pragnienie zemsty nadal nie jest najlepszym sposobem na życie. Wciąż zostawia po sobie wyłącznie zgliszcza i nie daje ukojenia.
    Mała lekcja uczłowieczania w zgrabnej formie, więc z przyjemnością przeczytałam:)

    Pozdrawiam:)

    Polubione przez 1 osoba

  2. Nigdy w życiu, bym z nim nie poszła! 😉 Przypomniałam sobie, jak udałam się z córką w bardzo słoneczny dzień do lasu na spacer. W połowie drogi wracałam truchtem ze strachu! Przerażają mnie lasy, a w opowiadaniu byłam pewna, że strąci ją ze skał. Super!

    Polubione przez 1 osoba

  3. O mateńko, najpierw złość, mała gdzie ty leziesz za obcym, później strach z przerażeniem o jej skórę a na końcu ukojenie. Miłość zwyciężyła. Bardziej martwiła się o mamę niż siebie. A on zapomniał, jak to jest kochać. Scenariusz filmu dla dzieci, a może lepiej rodzinny. Brawo!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.