Depresja nikczemnika

Filiżanka lekko zagrzechotała o spodeczek, kiedy Leon podparł tacę na biodrze, by otworzyć ciężkie skrzydło drzwi gabinetu. Grymas niezadowolenia wykrzywił szpetną twarz pooraną bliznami po trądziku. Pan Zamczyska nie był tak wymagający, lecz Leon chciał być idealny w każdym calu. Kiedy wreszcie Hrabia osiągnie doskonałość, nie będzie miał u swego boku miejsca dla ludzi ze skazami.
Hebanowe drzwi ustąpiły, a ciemny korytarz zalała fala światła. Podmuch świeżego powietrza sprawił, że ogień pochodni drgnął w tańcu, który zapomniał stulecia wcześniej. Oczy sługi rozszerzył szok. Echo poniosło metaliczne uderzenie tacy o kamienną posadzkę oraz dźwięk tłuczonej porcelany. Strużka herbaty zaczęła powoli płynąć między szczelinami płyt, kiedy rozległ się huk zamykanych okien. Leon z rozmachem zaciągnął ciężkie zasłony.
— Panie! — wykrzyknął. Czuł, jak serce trzepocze mu z wysiłku, ledwo mógł opanować oddech. — Dlaczego okno było otwarte? Czyżby jakiś zamachowiec dostał się do Zamczyska?
Hrabia powoli się obrócił. Ciężka czarna peleryna delikatnie zaszeptała, kiedy przesunęła się po posadzce.
— Wietrzyłem tylko pomieszczenie, nie trzeba robić o to tyle krzyku.
— Kurz zniknął z kątów, a księgi są ułożone równo na regale. Stan gabinetu wyraźnie wskazuje, że wydarzyło się tu coś niedobrego.
— Poczułem potrzebę zrobienia wiosennych porządków. — Usiadł lekko na poręczy fotela. Gestem przywołał czarnego kota, który do tej pory jeżył grzbiet nieopodal czaszki goblina.
— Czy Hrabia wyczesał też kota? Jego futro jest zdecydowanie zbyt lśniące. — Głęboki niepokój zadźwięczał w głosie Leona.
— Pomyślałem, że i jego przyda się odświeżyć.
— Tak udręczać niewinne stworzenie… Panie, czy coś cię trapi?
— Leonie kochany — westchnął. — Tak się składa, że paskudnie. Słońce znów wyjrzało zza chmur, pąki okryły gałęzie drzew, a ptaki ćwierkają tak zawzięcie, że nawet mury nie są w stanie ich wygłuszyć. Obawiam się, że… Och, nawet nie chcę tego głośno mówić.
— Muszę wiedzieć co cię gryzie. Tylko wtedy będę mógł coś zaradzić na ten okropny stan. Może trzeba porwać doktora?
Hrabia nie odpowiadał przez dłuższą chwilę. Przygryzł dolną wargę i bez wyrazu patrzył w kierunku mapy Talenu, dawno temu skradzionej ze skarbca Heroesa. Blady strach padł na Leona, kiedy przyjrzał się płótnu. Nie znajdowały się na nim żadne przyszpilone notatki, zniknął też sztylet zwyczajowo wbity w portret wiszący tuż obok. Mimo niepokoju cierpliwie czekał.
W końcu głęboki głos wyrwał go z odrętwienia.
— Obawiam się, że czuję rodzącą się w mym sercu radość.
Kolana ugięły się pod wiernym sługą. Kurczowo chwycił lewe ramię, które przeszyła szpila bólu. Hrabia złapał go w ostatniej chwili, nim osunął się na ziemię.
— Leonie, to nie koniec świata. Myślę… — zawahał się chwilę. — Myślę, że jeszcze będzie dobrze.
Tego było za wiele. Łzy popłynęły strumieniem, żłobiąc głębokie bruzdy na umorusanej twarzy. Jego Pan stracił rozum. Znamienita postać, Pan Ciemności, Władca Chaosu i Wszelkiego Okrucieństwa odszedł, zastąpiony przez radosnego paniczyka.
Nie mógł na to pozwolić. Jednak by znaleźć remedium na chorobę toczącą umysł Hrabiego, musiał znaleźć jej źródło.
— Powiedz mi Panie, kiedy radość zakradła się do twego serca? Kiedy pojawił się pierwszy uśmiech niepodszyty szyderstwem?
— Nie jestem pewien. Chyba zaczęło się po ostatniej bitwie, kiedy wracaliśmy pokonani spod wąwozu Hope. Obejrzałem się przez ramię i zobaczyłem, jak zapłakani wieśniacy oblegają Heroesa, by podziękować mu za ponowny ratunek. Uznałem wtedy, że może niepotrzebnie ich terroryzuję. Nieważne jak bym się nie starał, nieważne ile knuję i spiskuję, ilu ludzi przekupię, a ilu zastraszę, on wciąż wygrywa. Skoro nie jestem w stanie zmienić sytuacji, może powinienem zmienić siebie?
— Jeszcze niech Hrabia powie, że postanowił myśleć pozytywnie i czerpać z życia pełnymi garściami. — Z niedowierzaniem pokręcił głową.
— Postanowiłem zaopiekować się kilkoma sierotami. Zamczysko jest ogromne, jeżeli je uprzątniemy i zatrudnimy służbę, moglibyśmy stworzyć dla nich ciepły dom.
— Sierotami, których rodzice zginęli z imieniem Heroesa na ustach? Dziećmi bohaterów wojennych, którzy stanęli na drodze twojej władzy nad Talenem?
— Dokładnie. Wciąż mogą mieć dobre życie.
Leon nie mógł uwierzyć, że Hrabia się poddał. Lubił myśleć, że pan darzy go zaufaniem, choć wiedział, że żadne ciepłe uczucie nigdy nie zagości w zatwardziałym sercu. Tymczasem serce to otworzyło się, co gorsza na więcej osób.

Przed oczami stanął mu wieczór, w którym się poznali. Pracował wtedy w zajeździe „Mały dołek”. Dzień był pochmurny, od rana siąpił drobny deszcz, w związku z czym sala była prawie pusta. Nikomu nie chciało się wyściubić nosa z domu, nawet największe plotkary siedziały w miękkich fotelach i robiły na drutach, zamiast mleć ozorami.
Skorzystał z okazji i zamiótł salę. Nie robił tego często, lecz zabrakło mu wymówek, dlaczego tym razem nie zdążył posprzątać. Akurat odstawiał miotłę w kącie, do którego zgarnął cały piach, kiedy drzwi frontowe otworzyły się z hukiem.
— Przybyłem! — zawołała od progu zakapturzona postać. Nieznajomy zamaszystym ruchem zdjął płaszcz, który niedbale rzucił na najbliższy stół. — Polewaj czegoś mocnego, ale już.
Nie wierzył własnym oczom. Hrabia we własnej osobie zaszczycił ich zajazd. Obecność takiej znakomitości podnosiła rangę każdej speluny i choć Leon podziwiał go, w tamtym momencie wyczuł kłopoty. Jeżeli miejscowe zbiry dowiedzą się, że „Mały dołek” jest w modzie, zaczną go tłumnie odwiedzać.
Mimo to wybrał najczystszy kufel, który dodatkowo wytarł rąbkiem koszuli (była tylko trochę brudna), po czym nalał do pełna bimbru pędzonego przez Ciotkę. Postawił napitek przed gościem i chciał jak najszybciej czmychnąć na zaplecze, lecz ten złapał go za rękaw i silnie pociągnął.
— Siadaj ze mną. Nie mam do kogo gęby otworzyć, a dopiero co wracam z boju. Takie historie wymagają wysłuchania.
— Za przeproszeniem panie, ale czego tu słuchać? Przegrałeś, zgaduję. Jak zawsze.
— Przegrałem, ale w jakim stylu! Mówią, że byłem o włos od zwycięstwa. — Cyniczny uśmiech zagościł na posępnej twarzy. Mężczyzna rozparł się wygodnie na drewnianym krześle, założył nogę na nogę i uważnie obserwował twarz rozmówcy.
— Jak to jest panie, żeś się jeszcze nie poddał? — Leon szczerze interesował się osobą Hrabiego. Sam do tej pory nie miał w życiu żadnej motywacji. Żadnego celu poza przetrwaniem. Tymczasem ten mężczyzna emanował niesamowitą, wręcz powalającą pewnością siebie i swojej drogi.
— Po prostu wiem, że kiedyś wygram. Jeżeli przestanę próbować, to przegapię ten moment.
— W bajkach zło nigdy nie wygrywa — wyrwało mu się.
— A czy my żyjemy w bajce? — odpowiedział, nonszalancko oglądając paznokcie.

Zajazd opuścili już razem. Leon nie chciał mierzyć się z tym, co nastąpi, jak tylko po mieście rozniesie się wieść kto odwiedził „Mały dół”. Hrabia zaś uznał, że przyda mu się pomocnik, dzięki któremu będzie miał więcej czasu na knucie planów zdetronizowania Heroesa.

Od tamtego wieczoru minęło sześć lat i zbyt przywiązał się do nowego życia, by teraz z niego zrezygnować. Głowił się jak zażegnać kryzys, gdy wpadł na genialny pomysł. Małżeństwo! Gdyby udało się wyswatać Hrabiego z córką Heroesa, odnieśliby drobne, acz jakże spektakularne zwycięstwo, które w efekcie końcowym doprowadziłoby do spełnienia największego marzenia – przejęcia władzy nad światem.
Tylko jak wyswatać księżniczkę z arcywrogiem jej ojca?

Okazja nadarzyła się kilka dni później, gdy na Jego polecenie kupował na targu świeże kwiaty i owoce. Wybierał jak najbardziej przywiędłe nasturcje, gdy usłyszał podniesione głosy. Obejrzał się w kierunku, z którego dochodziły, i zobaczył pomarańczową karocę księżniczki ciągniętą przez parę białych koni. Pojazd otoczony był przez żołnierzy Heroesa.
Zadziałał instynktownie. Podbiegł do orszaku, poprosił przywódcę o audiencję.
— Usuń się, kmiocie — usłyszał w odpowiedzi.
Już miał odejść z kwitkiem, kiedy zielona zasłona odsłoniła się, a przez okienko wyjrzała Gloria. Leon w pierwszej chwili nie zrozumiał, co księżniczka do niego mówi. Zbyt zajęty był podziwianiem uroczej twarzyczki o wielkich, niebieskich oczach, którą okalała fala blond loków.
— Podejdź panie — zawołała ponownie. Dowódca wciąż patrzył nieprzychylnie, lecz ustąpił z drogi. — Czegoż może chcieć ode mnie sługa Hrabiego?
— Mój pan chciałby zaprosić księżniczkę do Zamczyska. Walczy ze sobą, lecz nie potrafi wyzwolić się spod uroku, który padł na niego, gdy zobaczył księżniczkę na zeszłorocznym Balu Wyzwolenia. Prosił mnie o znalezienie sposobu na przekazanie inwitacji.
Gloria przez chwilę przyglądała się podejrzliwie Loenowi, szukając fałszu w jego słowach. W końcu skinęła lekko głową i szepnęła krótkie „za trzy dni”, po czym zasłoniła okienko. Wtedy też straż ponownie zagrodziła dostęp do karocy, a pochód ruszył dalej.
Leon otrząsnął się z szoku dopiero, gdy targ opustoszał i zmrok zaczął zakradać się do wąskich uliczek Talenu.

Hrabia przyjął wieści o zapowiedzianej wizycie z zaskakującym spokojem. Prawdopodobnie dlatego, że nie był świadom treści zaproszenia. Przez kolejne dwa dni porządkował komnaty i ściągał gęste pajęczyny, a gdy Leona nie było w pobliżu, otwierał szeroko okna. Co jakiś czas stawał na chwilę przed mapą rozwieszoną w gabinecie i lekko gładził ją opuszkami palców.
Gdy nadszedł sądny dzień, próbował osobiście ugotować obiad. Posłał jednak po kucharza po tym, jak przypalił ziemniaki, a do sernika wsypał soli, zamiast cukru. Resztę przedpołudnia spędził zamknięty w wieży astronomicznej. W tym czasie Leon krzątał się po Zamczysku cuchnącym kwiatami i świeżym, zimnym powietrzem. Dzielnie znosił lśniące posadzki i wytrzepane zasłony, zlitował się jedynie nad wystraszonym kotem. Wpuścił go do piwnicy, której na szczęście nie dosięgnęła zmiotka.
Orszak księżniczki widoczny był już z daleka. Jako pierwsze wyłoniły się zza horyzontu tumany kurzu, wzbijane przez kopyta koni. Po chwili wyłoniła się przednia straż, dumnie wyprostowana w siodłach. Gloria przybyła w wyjątkowo niewielkiej obstawie, złożonej z zaledwie czterech zbrojnych.
Hrabia powitał gości przed zamkiem. Pomógł księżniczce wysiąść z karocy, po czym zaprosił wszystkich do środka.
— Straż zostanie na zewnątrz — zarządziła kobieta.
Dowódca próbował oponować, lecz uciszyła go krótkim gestem. Zaskoczony Hrabia uniósł brew w wyrazie uznania, po czym wprowadził księżniczkę na salony.
Kolacja przebiegła spokojnie. Para co jakiś czas wymieniała zdawkowe uprzejmości, lecz oboje zdawali się lekko onieśmieleni. Sytuacji nie poprawiała twarz Rolanda przyklejona do szyby. Dowódca nie zamierzał zrezygnować z pilnowania Glorii, robił więc co mógł zza okna jadalni. Dopiero podwieczorek rozluźnił atmosferę. Przy słodkiej bezie księżniczka zapytała delikatnie, zupełnie jakby nie chciała, żeby słowa zaistniały w powietrzu:
— Dlaczego wciąż nie pokonałeś mojego ojca?
— Widać go nie doceniłem. Nie sądziłem, że okaże się być tak waleczny. Wygląda na to, że jest lwem, a one nie mają naturalnych wrogów.
— Tak właściwie, to mają. Istnieją małpki, które podkradają młode lwiątka, by zmniejszyć ich populację. — Tajemniczy uśmiech zagościł na pięknej twarzy.
Hrabiego zastanowiła tak sformułowana odpowiedź. Spodziewał się ostrej krytyki, tymczasem dodała mu otuchy. Nie chcąc nadwyrężać przychylności gościa kontynuował temat zwierząt i przyrody, delikatnie odchodząc od polityki. Mimo to pierwsze lody pękły i rozmowa płynęła swobodnie do końca wieczoru.
W końcu, gdy księżyc na dobre zadomowił się na nieboskłonie, dowódca straży złamał zakaz i wszedł do jadalni. Skinął głową gospodarzowi, po czym zwrócił się do Glorii.
— Księżniczko, pora wracać.
— To ja zadecyduję, kiedy ta pora nadejdzie — ton jej głosu z łagodnego przeszedł we władczy, nie znający sprzeciwu.
— Król nie będzie zadowolony…
— Mój ojciec nie będzie zadowolony, że jego zaufany człowiek zezwolił mi na wizytę w Zamczysku. Nie chcesz, żebym opowiedziała mu, jak wahałam się czy przyjąć zaproszenie i przekonałeś mnie, że jest to konieczne. Dla dobra kraju wyniszczanego przez ciągłe wojny. Ludzi zmęczonych ciągłą niepewnością jutra.
Roland zacisnął usta w cienką kreskę. Wyraźnie zastanawiał się nad czymś, lecz po chwili skłonił się i poprosił o pozwolenie na oddalenie się. Leon z zadowoleniem zauważył błysk w oku Hrabiego. Zupełnie taki sam pojawiał się zawsze, kiedy wpadał na genialny pomysł, jak zniszczyć Heroesa.

Po kolacji gospodarz zaoferował księżniczce ramię i poprowadził ją do salonu. Usiedli w miękkich fotelach ustawionych przed kominkiem. Drżące cienie uciekały przed migotliwym światłem płomienia, podczas gdy prawie szeptem dyskutowali o literaturze i szermierce. Przez okno wciąż zaglądał przywódca straży.
Goście odjechali tuż przed godziną duchów.

Kolejne tygodnie stanowiły dla Leona potwierdzenie tego, że postąpił słusznie zapraszając księżniczkę do Zamczyska. W ciągu dnia Hrabia zaszywał się w gabinecie, gdzie godzinami studiował księgi i zapiski z dawnych bitw. Na mapę powróciły kartki ciasno zapisane starannym pismem, a portret, który do tej pory wisiał obok, wylądował w kominku. Powoli powrócił bałagan, z czasem kąty ponownie pokryła gruba warstwa kurzu. Nawet kot przestał jeżyć grzbiet na każdy dźwięk i swobodnie przechadzał się ciemnymi korytarzami.
Wieczorami zaś z wysokiej wieży wylatywał kruk. Do nogi przytwierdzony miał zawsze zwinięty pergamin, przewiązany czarną aksamitką i póki nie wrócił, póty w wieży paliło się światło. Co któryś wieczór, po nadejściu odpowiedzi, Hrabia siodłał konia i ruszał w drogę. Leon nauczył się nie czekać na jego powrót, jako że wielokrotnie morzył go wcześniej sen.
Sytuacja zmieniła się, gdy wyrwało go ze snu donośne pukanie do frontowych drzwi. Tej nocy Hrabia został w Zamczysku, toteż zaskoczony sługa udał się do holu. Uchylił ciężkie wrota, by wyjrzeć na zewnątrz. Na progu ujrzał drobną postać skrytą pod kapturem. W oczy rzucał się kunszt, z jakim uszyty został jej płaszcz. Złote nici błyszczały w świetne księżyca, ciężki materiał kaskadowo spływał ku ziemi. Nie zdążył zapytać kto przybywa.
— Muszę się z nim widzieć.
Nie czekał ni chwili. Zaprowadził księżniczkę do salonu, po czym udał się po Hrabiego. Pan Zamczyska zatopiony był w lekturze. Kiedy tylko usłyszał imię Glorii, poderwał się z fotela. Odłożył księgę i ruszył za sługą.
Gdy tylko stanęli w progu, Gloria rzuciła się w ramiona Hrabiego.
— Ojciec dowiedział się o nas — załkała. — Kazał zamknąć mnie w wieży i sprowadzić smoka. Uciekłam, nim zbiegła się straż.
— Wiedziałem, że będzie nam przeciwny, lecz smok to przesada.
— Był wściekły. Kazał mnie pilnować Rolandowi.
— Jak uciekłaś?
— Miał miecz. Byłam szybsza.
Hrabia jeszcze mocniej przytulił ukochaną. Delikatnie pocałował złote włosy, po czym odsunął ją delikatnie. Zdezorientowana badała jego twarz szeroko otwartymi oczami, lśniącymi od łez. Wtedy mężczyzna ujął drobną dłoń i przyklęknął na jedno kolano.
— Będę zaszczycony, jeżeli zgodzisz się spędzić ze mną resztę życia — powiedział delikatnie.
Po twarzy Glorii ponownie zaczęły toczyć perły łez. Zasłoniła dłonią usta. Jedyne, na co się zdobyła, to kiwnięcie głową.

Na weselu był nawet Heroes. Z kwaśną miną, popijał miód i wino. Nigdy nie pogodził się z decyzją ukochanej córki, tym bardziej, że małżeństwo nie zakończyło wojny. Jedyne, co się zmieniło, to obecność kobiety na polu walki.
Kobiety chronionej najsilniejszym czarem znanym ludzkości. Miłości ojca, który nie potrafił jej skrzywdzić.


13 myśli na temat “Depresja nikczemnika

  1. Cudnie jak zwykle Kropeczko. Może trochę zbyt wiele ozdobników? Ale to kwestia gustu, a jak wiadomo o nich się nie dyskutuje. Pozdrowienia i życzenia wszystkiego o czym marzysz😻

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję ❤ Ozdobniki faktycznie są kwestią gustu. Niestety nie da się tak, żeby było idealnie dla każdego.
      Najważniejsze, że mimo to miło się czytało.
      Tobie też wszystkiego dobrego. Dużo uśmiechu 🙂

      Polubione przez 1 osoba

    1. Dalej bujam w obłokach 🙂
      Miłość potrafi chodzić niespodziewanymi ścieżkami. Dzięki temu jest tak piękna, bo nie stawia warunków. Po prostu jest.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.