Czas nie leczy ran

10

Mama mówi, że już nie wrócisz… Dlaczego?
Smutno mi, tato. Obiecałeś, że w poniedziałek odbierzesz mnie ze szkoły i pójdziemy adoptować pieska. Burego kundelka, którego będę codziennie wyprowadzać i tulić.
Mama powtarza, że mam prawo być na ciebie zła, mogę krzyczeć i płakać. Nie chcę. Chciałabym, żebyś mnie przytulił i powiedział, że to tylko zły sen. Chcę usłyszeć, że wszystko będzie dobrze.

Wybrałyśmy ci ładny grób, z szarego kamienia. Teraz nie widać płyty, jest cała w kwiatach. Zobaczysz go, kiedy przekwitną i je sprzątniemy? Babcia twierdzi, że wciąż nas obserwujesz, bo teraz jesteś aniołkiem u boku boga. To kłamstwo. Gdyby bóg był dobry, nie zabrałby cię. Nie skrzywdziłby wszystkich tych ludzi, którzy dzisiaj z nami płakali. Nawet świat płacze zimnym, listopadowym deszczem.

Muszę zaraz iść. Wujek prowadzi mamę i babcię, są już daleko. Zaraz jedziemy na obiad. Tylko dziadek jeszcze tu ze mną stoi, wciąż się nie odzywa. Milczy, odkąd mama im powiedziała, że miałeś wypadek i jesteś w śpiączce. Zacisnął usta w wąską kreskę, prawie nie mruga. Nigdy nie widziałam go tak złego.
W końcu przerywa ciszę. „Odkąd przyszłaś na świat, byłaś jego oczkiem w głowie. Taka miłość nie zna granic. Nawet śmierć nie jest końcem”, mówi, po czym bierze mnie za rękę. Czy też teraz z tobą rozmawia?


11

Koledzy się ze mnie śmieją, że wciąż mówię o tobie, jakbyś żył. Będę musiała przyzwyczaić się do czasu przeszłego. Lepiej niech nie wiedzą o naszych rozmowach. Nie rozumieją, że tak jest łatwiej. Udawać, że mnie słyszysz. Udawać, że wciąż gdzieś jesteś.
To jak pisanie listów, tylko bez nadawcy.

Wspominałam, że mama chce się przeprowadzić? Do Szwajcarii. Załatwiła w pracy przeniesienie, zarezerwowała mieszkanie i kupiła bilety na samolot. Wciąż opowiada, jak pięknie wygląda mgła otulająca zbocza gór.
Lecimy za miesiąc. W nowej szkole powinno być łatwiej udawać, może nawet z kimś się zaprzyjaźnię. Trochę mi samotnie, odkąd odszedłeś.
Pewnie zastanawiasz się, czemu nie ma przy mnie pieska. Słyszałam mnóstwo wymówek. Zaczęło się od „nie wypada, musimy najpierw przejść żałobę”, a skończyło na „przecież boisz się psów. Miałaś dwa latka, jak zaatakował cię pitbull sąsiadów. Gdyby tata nie zareagował w porę, straciłabyś oko. Bardzo dotkliwie go pogryzł”. Nie rozumie, że potrzebuję mieć na świecie chociaż jedno stworzenie, które cieszyłoby się na mój widok.

Zbiera się na deszcz, ale nie chcę jeszcze iść. Cały rok czekałam, żeby cię tu odwiedzić. Mama nie chciała przyjeżdżać, choć prosiłam codziennie. Mimo to dziś musiałam zapalić świeczkę. Wścieknie się, że wbrew zakazom wsiadłam do autobusu.
Nienawidzę listopada. Czy już zawsze będzie padał deszcz?


12

Góry są piękne. Mama trochę odżyła, ostatnio nawet pojechałyśmy na wycieczkę do Reichenbachfälle. Stałyśmy w miejscu, z którego Sherlock Holes spadł w przepaść, w dole huczała woda. Krople unoszące się w powietrzu załamywały światło, tworząc tęczę rozciągającą się nad malutkimi domkami widocznymi w oddalli. Chłonęłam otoczenie wszystkimi zmysłami. Zupełnie, jak w moim pierwszym wspomnieniu dominowały zapachy, kolory i dźwięki. Ile miałam lat? Trzy? Jechałam na fioletowym, trójkołowym rowerku. Byliśmy w lesie, wokół świergotały ptaki, a niedaleko szumiał strumień. Powietrze pachniało mokrą ziemią. Obejrzałam się, żeby zobaczyć, jak daleko w tyle zostaliście. Jechałam szybko, niczym wiatr. Żółta spódnica mamy powiewała lekko, wyglądała jak utkane promienie słońca. Była piękna.
Nagle straciłam panowanie nad kierownicą i wpadłam do największej kałuży. Wystraszyłam się, zaczęłam płakać. Błoto oblepiło moją sukienkę, różową w barwne motyle. Bardzo nie lubiłam brązu, było mi smutno, że mam go na sobie. Wtedy podbiegłeś i przytuliłeś mnie, nie zważając, że ten paskudny kolor brudzi i ciebie.,br.
Po powrocie znad wodospadu długo rozmawiałyśmy. Głównie o szkole i moich nowych kolegach z klasy. Mama martwi się, że nie spędzam z nimi czasu. Wie, że na przerwach czytam książki, a po lekcjach wracam prosto do domu.
Pierwszy raz zapytała, jak się czuję i czy wciąż tak tęsknię. Myślałam, że jej zależy, ale tylko próbowała wybadać jak zareaguję na to, że się zakochała. Chce, żebym poznała tego pajaca.
Jak mogła tak szybko zapomnieć?
,br.Powoli robi się ciemno i zaczyna kropić deszcz. Świat wciąż płacze ze mną.
Kupiłam malutki znicz. Nie mogę postawić go u ciebie, ale pomyślałam, że na oknie też będzie w porządku.


13

Biorą ślub. Bez mojej zgody postanowili, że zamieszkamy we troje. Nienawidzę go. Jest idiotą, skoro myśli, że dam się przekupić prezentami.
Jej też nienawidzę.
Znów zostawiła mnie zupełnie samą.
Czemu to ty umarłeś?,br.
Chciałabym znów mieć cztery lata. Czekać niecierpliwie, aż wrócisz z pracy i będę mogła opowiedzieć ci, co zbudowałam z klocków. Pokazać rysunek patyczkowych figurek przerastających koślawy domek. Tylko dzięki tobie wciąż rysuję. Nikogo innego nie interesowały moje bazgrołki.
Czasem zastanawiam się, czy mnie słyszysz. Czy po prostu tamtej jesieni przestałeś istnieć? Uleciałeś wraz z liśćmi, które opadły na mokry chodnik, a gdy zgniłeś jak one, nie pozostało już nic?


14

Wciąż dużo czytam. Wracam do bajek, przy których zasypiałam. Mam wrażenie, jakbyś znów snuł opowieści o ciemnych lasach, złych wiedźmach i okruchach magii.
Dopiero teraz odkrywam, że zawsze zmieniałeś zakończenie. Zamiast rycerzy na białych koniach były zaradne księżniczki, które potrafiły znaleźć rozwiązanie każdego problemu. Kiedy sytuacja przerastała je, zwracały się o pomoc do przyjaciół, lub dzikich królików. Uwielbiałam zwierzęta towarzyszące bohaterom, gotowe poświęcić swój dom dla nadziei, że pomogą komuś w potrzebie.
Po trzeciej baśni zaczęłam odkładać je w momencie, kiedy historia toczy się innym torem.,br.
Chciałabym tylko mieć lepsze oceny. Ojczym twierdzi, że z takim świadectwem nie dostanę się na weterynarię. Ciągle zrzędzi, nie dociera do niego, że to nie moja wina.
To nie tak, że nie mogę się nauczyć. Po prostu nie mam siły.
Jestem zmęczona, tato. Marzę, by wrócić do Polski i tę skromną świeczuszkę zapalić u ciebie, a nie w oknie.


15

Długo sprzątaliśmy twój nagrobek. Przez ostatnie lata babcia i dziadek nie mieli siły go czyścić, jedynie przynosili kwiaty. Z jasno szarego stał się bury i pokryty smugami. Wyglądał tak smutno.
Nathan pracował równo z nami. Zgarnął wszystkie liście, doszorował najbrudniejsze miejsca. To on namówił mamę, że powinniśmy wszyscy cię odwiedzić. Z początku myślałam, że chce się podlizać, ale w nocy usłyszałam, jak się kłócą. Nie chciała przyjeżdżać. Płakała, a ojczym powtarzał, że jest mi to winna.
Myślę, że byś go polubił. Choć to nie wyczyn, lubiłeś wszystkich.

Wieczorem pojechaliśmy na kolację do dziadków. Oglądaliśmy stare zdjęcia, piliśmy gorące kakao i słuchaliśmy opowieści.
Nie pamiętałam, że byliśmy kiedyś w cyrku. Dopiero mama mi przypomniała. Przełamała się i opowiedziała, jak zabrałeś mnie na występy. Byłam zachwycona kolorowymi namiotami, watą cukrową i śmiechem dochodzącym z każdego zakątka placu. Kiedy jednak weszliśmy do głównego namiotu i wprowadzili słonie, zaczęłam płakać. Dopiero ta część opowieści obudziła wspomnienia. Pamiętam ich czerwone oczy i pochylone głowy. Wyglądały tak smutno. Wszyscy wokół dobrze się bawili i klaskali, a ja rozpaczałam nad losem tych pięknych stworzeń.
Wyniosłeś mnie w trakcie występu nie zważając na narzekania innych ludzi. Pamiętam też, że nie próbowałeś mnie uspokoić, ani wytłumaczyć, że to tylko bezrozumne istoty. Byłeś wściekły, o to, jak źle je traktują.

Tak sobie myślę… powinnam dać radę poprawić oceny. Został rok gimnazjum, to wystarczająco dużo czasu.
Nathan powtarza, że nie powinnam się poddawać. Przeprosił też za kłótnie o szkołę i obiecał zapłacić za korepetycje z matematyki.


16

W tym roku znów zapaliłam świeczkę przy oknie. Odkąd zaczęłam naukę zawodową, mam dużo pracy. Postanowiłam nie rezygnować z rysowania, przez co mam jeszcze mniej wolnego czasu, ale to dobrze. Mniej czasu zostaje na zmartwienia. Wystartowałam nawet w konkursie plastycznym. Trzymaj kciuki, żebym wygrała.

W poniedziałek jedziemy odebrać Brutusa. Dziś dostaliśmy oficjalną informację ze schroniska, że jest gotowy do adopcji. Tak się cieszę, pokochałam go od pierwszego wejrzenia. Smutny siedział w kącie, a kiedy podeszliśmy, skulił się jeszcze bardziej. Mimo to wciąż na mnie patrzył wielkimi oczami. Opiekun stwierdził, że będzie ciężko nawiązać z nim kontakt, od początku bał się obcych i trzykrotnie do nich wrócił po adopcji.
Uparłam się. Usiadłam przy kracie i czekałam z wyciągniętą ręką. Minęły dwie godziny zanim w ogóle ruszył się z miejsca. Po kolejnym kwadransie podszedł i mnie powąchał, lecz lekko drgnęłam i uciekł z powrotem na posłanie.
Od tamtej pory wracałam trzy razy w tygodniu, aż w końcu pozwolił się pogłaskać. Teraz jest nie do poznania, przytula się i ciągle prosi o pieszczoty, a jak muszę wracać do domu tylko smutno patrzy i kuli ogon. Nie wydaje przy tym żadnego dźwięku. Jestem ciekawa, czy w ogóle umie szczekać.
Mama miała pewne wątpliwości co do rottweilera, jednak szybko skradł jej serce.
Nie miał swojego imienia, ale wygląda zupełnie, jak moja ulubiona przytulanka. Stad Brutus. Nadal mam tego pluszowego, zajmuje stałe miejsce na łóżku. W noce, kiedy nie mogę zasnąć, mocno go przytulam i wspominam wszystkie przygody, w których mi towarzyszył. Był najlepszym prezentem, który od was dostałam. Bez powodu, nawet nie wiedzieliście, że jest mi smutno. Pokłóciłam się z najlepszą przyjaciółką, po tym jak ukradła mi kapsle. Nie przyznawała się, przy wszystkich dzieciach zaczęła krzyczeć, że kłamię i brzydko pachnę. Nie chciałam po tym wracać do domu. Zawsze było mi przykro, jak widzieliście, że mam zły humor. A tam czekała taka niespodzianka. Nawet zapakowaliście go w papier prezentowy, dzięki czemu wydawał się być czymś wyjątkowym.
Teraz będę miała dwóch Brutusów, a za kilka lat mam nadzieję uratować życia wielu następnych.


17

Czasem czuję wyrzuty sumienia, że dawno z tobą nie rozmawiałam. Czuję się źle, że jestem szczęśliwa.
Wtedy powtarzam w myślach słowa dziadka. „Śmierć nie jest końcem miłości”. Pogodziłam się z tym, że cię nie ma, ale nie znaczy to, że zapomniałam.
Dlatego wybacz, jeżeli będą dni, kiedy nie będziemy rozmawiać. Wciąż jesteś moim najlepszym przyjacielem. Możesz liczyć, że nigdy nie zapomnę zapalić dla ciebie świeczki.


Image by Jerzy Górecki from Pixabay

7 myśli na temat “Czas nie leczy ran

    1. Ano zabrał. Akurat tablica pamiątkowa jest dla Sherlocka jako bohatera w tej sytuacji, choć przyznaję, że przynajmniej w serialu uwielbiałam Moriartyego (książek nie czytałam).
      Dziękuję ❤

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.